niedziela, 8 stycznia 2012

XX Finał WOŚP w Bełchatowie

XX Finał trwa były już licytacje, koncerty itp. Pogoda nam lekko nie dopisała, szczególnie przy światełku, ale wszyscy twardo moczyli twarze oglądając pokaz pirotechniczny. A gwiazdą wieczoru właściwie jeszcze jest zespół Harlem (na foto poniżej).


Zakończenie wyprawy

W końcu ostatni zjazd za mną więc mogę dokończyć wyprawę. Będąc na wypoczynku wykupiliśmy wycieczkę do Pragi, jazda własnym samochodem mijała się z celem. Ogólnie powiem że było bardzo fajnie po za tym że krótko (choć i tak długo bo było strasznie zimno) jeden dzień to stanowczo za mało, ale można powiedzieć że najważniejsze punkty zostały zaliczone.

 Fot. Wartownik
Fot. Wnętrze katedry w Pradze
Fot. Plac Vaclava obecnie miejsce gdzie Czesi i turyści tu przyjeżdżający zapalają znicze byłemu prezydentowi Czechosłowacji i Czech (w tle Vaclav Havel zdjęcie na Metro Muzeum)

Po powrocie, następnego poranka przyszedł czas na realizację założenia jakim było zdobycie Śnieżki. Wyruszyliśmy z Karpacza wiedząc już że wieje gdyż nie działam wyciąg na Kopę, ale co tam idziemy.
Niestety rzeczywistość nie była łaskawa tym bardziej matka natura zaczął padać obfity śnieg a wiaterek nie należał do delikatnej bryzy :) Drugi stopień zagrożenia lawinowego szlak zielony niedostępny zostaje czarny, długa prosta damy radę ... do zakręty który był hmmm cały w lodzie, więc z kamienia na kamień i dalej w drogę. Najfajniejsze było to że nie było śladów butów pomimo że widzieliśmy przed sobą ludzi no cóż zawiewało :) Dotarliśmy na Kopę może byśmy coś wypili ciepłego więc do drzwi a tu ...zonk !! zamknięte budynek zamarznięty wyciąg w lodzie, szronie czy jak to określić, spojrzałem na Monikę i widzę że Śnieżka dziś nie osiągalna, zresztą i tak wejście okazało się zakazane, więc powrót rzęsy zamarzały brody nie czuję Monika nawet już za specjalnie głowy nie podnosiła :) Ale na końcówce zejścia między drzewami było już "przytulnie" aczkolwiek brodę "odzyskałem" dopiero w samochodzie. Tak czy siak było ciekawie ale Śnieżkę zdobędę letnią porą :)

 Fot. W drodze
 Fot. Jak widać prawie nic nie widać :)
Fot. Kopa taka przymarznięta troszkę

I tak o to dotarliśmy do końca wyprawy. Polecam Dolny Śląsk gdyż naprawdę jest co zwiedzać, zresztą na pewno tam wrócę.
Pozdrawiam

środa, 4 stycznia 2012

Turystyka c.d.

Kowary, to następny etap wyprawy znajdziemy tutaj muzeum miniatur oraz sztolnie uranu. Zaznaczę na samym początku od pochwał w kierunku osób oprowadzających szczególnie dla Pana Gracjana zresztą widoczny będzie na zdjęciu. Muszę powiedzieć ze jeśli chodzi o miniatury to został tam wykonany kawał dobrej roboty, życzę im sukcesów i wytrwałości, oczywiście polecam zobaczyć to miejsce jak również sztolnie mają tam troszkę minerałów jakiś kilometr korytarzy no i akwarium przy barze oczywiście pod ziemią.
 Fot. Miniaturowa para młoda, w tle bogini sprawiedliwości
 Fot. A o to i Pan Gracjan na tle miniatury
Fot. Jeśli dobrze pamiętam jest to miniatura zamku Czocha
 Fot. Wejście do sztolni "Myślą i Młotem"
 Fot. Witające nas ludki przed wejściem
Fot. Poglądowe zdjęcie na jeden ze zbiorów z minerałami
Fot. Stalagmity, stalaktyty a tam daleko nie wiem :)

To nie koniec opowiastki :)

wtorek, 3 stycznia 2012

Turystyka

Ostatnimi czasy przebywałem służbowo trochę czasu na Dolnym Śląsku oczywiście widoki były niezłe tylko czasu na zwiedzanie nie było, po zasmakowaniu ciekawostek sztolni walimskich powróciłem w przerwie międzyświątecznej.
Fot. Świątynia Wang w Karpaczu

Zamieszkałem w Przesiece (oczywiście nie byłem sam kobietę zabrałem nie będę taki) zwiedzanie rozpoczęło się w Karpaczu co tu dużo pisać tłoczno, ale świątynie Wang czy muzeum zabawek odwiedziłem.
Fot. Mała maszyna do szycia w muzeum zabawek w Karpaczu

Fot. W drodze na zamek Książ


Następny etap prowadził na Książ zamek równie pokaźnych rozmiarów co i pokaźnej historii, a największym jego modernizatorem był chyba Adolf H., ale o tym możecie sobie poczytać w literaturze historycznej :)
 Fot. Sala Maksymiliana (a raczej sufit) zamek Książ
Fot. Szyby windowe na zamku pomysł Adolfa H.

Podążając dalej, nieopodal odwiedziliśmy Palmiarnię dowód miłości minionych epok, na szczęście nie stać mnie na budowę takiej :)
Fot. Wnętrze palmiarni

Niestety okres świąteczny ma swoje prawa i przekonany o godzinach otwarcia sztolni Osówka tak się zapatrzyłem na cytryny giganty w palmiarni, że nie zdążyłem w godzinach otwarcia no ale cóż będzie okazja powrócić.
c.d.n.
Pozdrawiam